22:34

Listopadowe denko

Listopadowe denko

Hej!
Dzisiaj przerywam stylizacyjną część wpisów na rzecz kosmetyków. Chcę Wam przedstawić moje ostatnie zużycia oraz mini recenzje kosmetyków. Standardowo część sprawdziła się super, część wypadła średnio, no i trafiły się też buble, do których nie mam zamiaru wrócić.


Jeśli chodzi o szampony to zużyłam w ostatnim czasie powyższe trzy. Najlepiej wspominam kawalera z Petal Fresh. Super domywał włosy, pięknie pachniał i był niesamowicie wydajny. Ma on nieco gęstszą konsystencję niż tradycyjne szampony, a dzięki temu potrzebowałam go mniej. Zapach cytrusów w połączeniu z aloesem dawał fantastyczne wrażenia aromaterapeutyczne podczas kąpieli.
Szampon marki Vianek uplasował się na drugim miejscu. Polubiłam go za super skład, za działanie i za to, że jest produktem polskim. Domywał włosy delikatnie, ale skutecznie i nie wywołał żadnych podrażnień. Za jego minus uważam konsystencję, jest rzadka i przez to czasem wypływało mi więcej szamponu niż potrzebowałam.
Ostatni, ale wcale nie najgorszy to szampon marki Isana przeznaczony do włosów blond. On również super mył włosy (przynajmniej moje i siostry, bo u mamy się nie sprawdził) i nie wywołał żadnej niepożądanych efektów. Miałam wrażenie, że lekko rozjaśnił mi włosy. Jego konsystencja również należy do rzadkich, ale mimo wszystko jest to wydajny produkt. Przetrwał w naszej łazience ponad dwa tygodnie, co uważam za świetny wynik.


Kolejne dwa produkty do włosów to maska marki Kallos, do której jeszcze kiedyś chętnie powrócę. Traktowałam ją czasem jako odżywkę, czyli nakładałam na mokre włosy, rozcierałam po całej długości i praktycznie od razu spłukiwałam. Dzięki temu nie miałam żadnych problemów z rozczesywaniem włosów. Innym razem (raz na tydzień) używałam jej jako maski, czyli nakładałam na włosy, potem owijałam je w ręcznik i siedziałam z kosmetykiem około 15-20 minut i dopiero potem spłukiwałam. Maska nie obciążyła mi włosów. Co więc uzyskałam dzięki takiemu zabiegowi? Włosy były miękkie i wyraźnie zdrowsze. Wydawało mi się, że nabrały mocy.
Drugi produkt do włosów to woda brzozowa i w sumie nie jestem z niej zadowolona. Myślałam, że cokolwiek mi da, ale... zawiodłam się. Z drugiej strony nie używałam jej systematycznie, więc może powinnam dać jej drugą szansę?


Nie zabrakło produktów do twarzy. Pierwszy to olejek do demakijażu z Bielendy, który jest moim absolutnym hitem, bo fantastycznie domywał makijaż twarzy, a także oczu. Nie powodował żadnego uczucia pieczenia czy ściągnięcia skóry. Jest to też bardzo wydajny produkt, 1-2 pompki w zupełności starczały, aby pozbyć się makijażu. A poza tym... obłędnie pachnie!
Drugi produkt to płyn do demakijażu oczu z Evree. Na początku go lubiłam. Zmywał makijaż bez większego problemu, miał ładny zapach. Wszystko fajnie, ale... z czasem zauważyłam, że produkt wywołuje u mnie pieczenie oczu i to czasem niesamowicie bolesne. Musiałam szybko przemywać oczy wodą, żeby pozbyć się resztki produktu. Wiem, że już po niego nie sięgnę.


Dwa żele pod prysznic. Jeden marki Cien, drugi Palmolive i obydwa tak samo fajne. Dobrze myły, miały ładny zapach, nie uczuliły mnie, więc z pewnością do nich wrócę :) Wydawało mi się tylko, że strasznie szybko się kończyły, ale z drugiej strony... korzystała z nich czwórka osób.


No i kilka saszetkowych rzeczy oraz krem do twarzy Bandi, o którym już kiedyś nieco więcej pisałam. Powtórzę w skrócie, że jest to dobrze nawilżający krem. Niech Was nie oszuka jego niewielka pojemność, bo maluch starcza na długo. Kremik szybko się wchłania, a przy tym pielęgnuje skórę. Nadaje się zarówno na noc, jak i na dzień, także pod makijaż.
W listopadzie poznałam się w końcu z maskami w płachcie. Wzięłam cztery nieznanej mi dotąd marki LomiLomi. Znalazłam w internecie masę mało pozytywnych opinii na ich temat, ale na szczęście okazały się być mało trafne. Maski wcale nie podrażniły mi skóry, nie powodowały pieczenia, nie zapchały mi skóry. Zauważyłam natomiast, że złagodziły zaczerwienienia i nawilżyły.
Poza maskami w płachcie zużyłam też kilka tradycyjnych. Cien, Ziaja i Rival de Loop tradycyjnie sprawdziły się super. Ta z Bielendy z kolei jest porażką. Paliła mnie od samego początku, poza tym cały czas towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Po zmyciu jej miałam wrażenie, że moja skóra jest jeszcze bardziej odwodniona niż wcześniej. Po prostu bublel.
Próbki Garnier też są niestety nie dla mnie. Niby fajny pomysł z tym 3w1, ale... kosmetyk podrażnia mi skórę, ściąga ją, a po aplikacji produktu muszę szybko radować się konkretnym kremem nawilżającym.


Na koniec coś do makijażu, czyli podkład Catrice oraz tusz Eveline. O podkładzie naczytałam się ochów i achów, więc w końcu sama go kupiłam. Przyznaję, że produkt jest dobry, bo wyrównuje koloryt skóry, zasłania lekkie niedoskonałości, a przy tym jest lekki i naturalnie wygląda na buzi. Szału jednak u mnie nie wywołał, bo spodziewałam się... chyba nieco lepszego krycia i trwałości. U siostry sprawdził się jednak fantastycznie.
Tusz jak kiedyś wspominałam jest ok, ale nie na tyle, abym znowu go kupiła. W jego cenie znam masę innych, 20 razy lepszych produktów, więc to na nie przeznaczę swoje pieniądze.

To tyle jeśli chodzi o moje denko. Znacie te produkty? Jak się u Was sprawdziły? 

Pozdrawiam serdecznie!

14:25

Spódniczka w róże i różowy golf. 100 dni bez spodni

Spódniczka w róże i różowy golf. 100 dni bez spodni

Hej Kochani!
Wczoraj przeglądałam profil Ani z bloga Aniamaluje i przypomniałam sobie o jej wyzwaniu #100dnibezspodni. Pomyślałam, że to idealna sprawa dla mnie, bo jakby nie patrzeć, mam w szafie całą masę sukienek. Poza tym chcę udowodnić wszystkim niedowiarkom, że spodnie wcale nie są kobiecie potrzebne do życia, nawet zimą. W kieckach możemy się czuć tak samo swobodnie, wygodnie i zdecydowanie bardziej kobieco.


Dzisiaj prezentuję się Wam w sukience, która udaje spódnicę, w golfie, o którym zapomniałam na... półtora roku oraz w jednym z ulubionych płaszczy. Postawiłam na róż, bo ostatnio zbyt często chodzę w szarościach. Do tego dobrałam czapeczkę. Należę do osób, które zdecydowanie lubią chodzić w czapkach. Myślę, że dodają stylizacja smaczku, a poza tym chronią mnie przed bólem głowy.
Ostatnim elementem jest torebka z frędzlami. Kiedyś dobierałam ją tylko do gładkich rzeczy, bo frędzle zawsze gryzły mi się z wszelkimi wzorami. Teraz patrzę na to troszeczkę inaczej.




sukienka - H&M
golf - Bershka
płaszcz - Bonprix
czapka - Sinsay
torebka - No name
buty - CCC


Pozdrawiam Was serdecznie!

22:36

Gdzie się podział czas?

Gdzie się podział czas?

Hej!
Powiem Wam, że ostatnie tygodnie tak szybko mi mijają. Zbyt szybko. Ledwo łapię się w dniach. Za moment przywitamy grudzień, a razem z nim święta, no i nowy rok. Ostatnie tygodnie roku lubię spędzać w nieco inny sposób. Wolniej, spokojniej, aby móc zebrać myśli i podsumować wszystko. Liczę, że ostatnie dni grudnia uda mi się spędzić w nowym, spokojnym miejscu, gdzie wszystko wydaje się być łatwiejsze niż w rodzinnym Płocku.
W zeszłym roku wybraliśmy się do Kazimierza. Liczyłam, że miasto urzeknie mnie nieco bardziej, ale i tak spędziłam tam kilka miłych dni. Wstawałam rano bez myśli, że muszę, tylko, że chcę. I potem oddawałam się ulubionym czynnościom: zwiedzaniu, spacerom, jedzeniu oraz byciu z bliską osobą.
Póki co grudzień zapowiada się jednak pracowicie i aktywnie.


Dzisiaj mam dla Was zestaw na typowo jesienne, chłodne dni. Z końca szafy wyciągnęłam luźną parkę z Bonprix. Za bazę posłużyła mi dżinsowa koszula z tego samego sklepu. Ostatnio stosunkowo często na nią stawiam, gdyż przez swój krój jest niesamowicie uniwersalna. Luźniejszy fason uważam za jej zaletę, gdyż pod spód śmiało mogę założyć jeszcze jakiś top, dający dodatkowe ciepło. Do niej założyłam bordową spódniczkę. Kropkę nad przysłowiowym i odgrywa czarna torebka, botki oraz szary komin.




koszula - Bon Prix
kurtka - Bon Prix
spódniczka - Bershka 
torebka - Sinsay
buty - no name
komin - H&M
 

Pozdrawiam serdecznie!

16:04

Piękna przed Świętami. Zimowa pielęgnacja ciała

Piękna przed Świętami. Zimowa pielęgnacja ciała

Hej!
Z góry przepraszam Was za kiepskie zdjęcia. Niestety pogoda mnie nie rozpieszczała w ostatnim czasie, więc wyszło to, co wyszło. Mam nadzieję, że nie będą Wam one zakłócać odbioru.
Dzisiaj zaczynamy drugi tydzień wyzwania organizowanego razem z portalem Trusted Cosmetics i tym razem skupimy się na pielęgnacji ciała.
Wydaje mi się, że zimą ten aspekt często jest zaniedbywany z tego względu, że w zasadzie mamy zasłonięte całe ciało. A szkoda. Nasze ciało również odczuwa gwałtowny spadek temperatur, nie "oddycha" właśnie przez to, że nosimy na sobie masę warstw i jest narażone na podrażnienia czy wysuszenie. Dlatego też tak samo jak przy twarzy stawiam na odpowiednie nawilżenie skóry oraz regularne usuwanie martwego naskórka.


Zacznę od nawilżania i tutaj z pomocą przychodzą mi trzy fantastyczne masełka od Nacomi. Po pierwsze mają dobry skład oraz super działanie. Wchłaniają się szybko w skórę, ale zostawiają na niej delikatny film, który nie powinien jednak Was denerwować. Nie jest to żadna tłusta warstwa, ale powłoka "chroniąca". Skóra po użyciu jest delikatna i przyjemna w dotyku. Produkt nie uczula i nie wywołuje powstawania krostek. Za wielki plus uważam także to, że zapach produktów utrzymuje się długo na skórze. Wyczuwam go rano, kiedy wstaję, a balsamuje się głównie wieczorem z tego względu, że mam wtedy więcej czasu na pielęgnację.
Ja posiadam trzy wersje: z mango, ze słodkimi migdałami oraz z różami, a znalazłam je tutaj.
 

Po drugie ścieranie. Posiadam w swojej łazience fantastyczny peeling kawowy marki Nacomi z solą morską oraz kokosem, ale bywają też momenty, że akurat nie mam go pod ręką. Wtedy ratuję się domowym peelingiem kawowym. Jak go robię? Mielę ziarenka kawy, dosypuję do tego odrobinę cukru oraz wiórek kokosowych (o ile je mam). Do tego dolewam kilka kropelek ulubionego olejku, np. rycynowy czy ze słodkich migdałów i na koniec dodaję odrobinę żelu pod prysznic. Taką papką ścieram skórę w okolicach brzucha, pośladków, czy nóg.


Nie byłoby pielęgnacji bez super żelu, a super żel to dla mnie przede wszystkim taki, który pięknie pachnie, nie wysusza, nie podrażnia i dobrze myje. W zasadzie w życiu nie zawiodłam się na żadnym żelu jeśli chodzi o ostatnią kwestię, dlatego koncentruję się na kwestiach zapachowych. Moje ulubione żele to te z LMP, Isany, Nivea czy Dove. Poza tym czasem sięgam po lidlowskie żele, które również super sprawdzają się pod prysznicem.
Podczas obecnej pory roku wybieram jednak ciut inne zapachy. Z jednej strony lubię te owocowe, które przywołują lato oraz fantastyczne wspomnienia, z drugiej jednak częściej stawiam na coś cytrynowego, jabłkowego, czy orientalnego. 
 

I na koniec kilka innych kosmetyków. Lubię ten balsam z Eveline, bo faktycznie dobrze nawilża, ale nie nadaje się do użycia po depilacji, bo powoduje pieczenie. Mimo wszystko polubiłam się z nim i używam go do górnych partii ciała. Poza tym czasem używam balsamu i mgiełki z Bandi, które dodatkowo posiadają filtr ochronny. Pamiętajcie, że także zimą jesteśmy narażeni na promieniowanie UV, dlatego nie powinniśmy rezygnować z filtrów. Fajnie się u mnie sprawdzają, gwarantują nawilżenie i delikatnie pachną. Balsam na fajną konsystencję, która dobrze rozprowadza się po ciele. Zostawia lekki film na skórze, ale znowu, nie jest to ciężka warstwa, która mi przeszkadza. Mgiełka jest delikatna i bardzo wydajna. Używam jej na dobrą sprawę niewiele. Dla mnie obydwa produkty są super!

To wszystko Kochani! Czekam teraz na Wasze wpisy :) 
Pozdrawiam serdecznie!

13:02

Kamizelka z Lidla

Kamizelka z Lidla

Hej!
Dzisiaj naszła mnie pewna refleksja dotycząca pisania komentarzy, a mianowicie, czy warto wyrażać swoją opinię w momencie, kiedy jest ona negatywna. I nie mam na myśli bezczelnego dowalania innym, a jedynie kulturalne wyrażenie własnych spostrzeżeń. Sporządziłam nawet ankietę na ten temat, ale... wynik nie jest jednoznaczny. Niemała grupa uważa, że lepiej po prostu zamilknąć. Cóż, tak jest łatwiej i bezpieczniej, bo nikomu się nie narażamy. Z drugiej strony... nie o to moim zdaniem w blogowaniu chodzi. Każda opinia, nawet ta przeciwna do naszej, powinna być na wagę złota.
A jak Wy myślicie?
  

Dzisiaj dominują u mnie szarości. Do jednych z ulubionych spodni dobrałam białą koszulę. Mimo tego, że jest super uniwersalna i zawsze dodaje eleganci każdej stylizacji, to rzadko się na nią decyduję. Czemu? Bo jest gnieciuchem jakich mało. Żeby było mi cieplej nałożyłam na plecki kamizelkę. Kupiłam ją z siostrą w Lidlu. Uwierzcie, że ciężko było złapać rozmiar i fason, jaki nas interesował, bo tyle ludzi się wybrało na zakupy... Dałyśmy jednak radę. Nie zabrało też dwóch elementów, które najczęściej komplementujecie, czyli torebki z Monnari oraz długich kozaków z CCC.






koszula - Cropp
spodnie - Sinsay
kamizelka - Lidl
torebka - Monnari
kozaki - CCC
 

Pozdrawiam serdecznie!

14:18

Płaszcz we wzorki

Płaszcz we wzorki

Hej!
Pochwalę Wam się, że ostatnio jestem z siebie wyjątkowo dumna. Robię drobne postępy, mniej się przejmuję i mniej denerwuję (chociaż tutaj zrobiłam minimalny postęp). Poczyniłam też pewne kroki w kierunku lepszego życia i samopoczucia. A jednym z nich była... wizyta w Pepco. Obudziłam się po prostu i stwierdziłam, że fajnie byłoby wybrać się na zakupy do domu. I pojechałam. Tak po prostu, bez wyrzutów sumienia, że wydam pieniądze.
Teraz w Pepco możecie dostać super poszewki na poduszki, w takie typowo świąteczne wzory. Kupiłam sobie razem z mamą kilka, bo takie drobiazgi we wnętrzach bardzo nas cieszą. Nie lubimy takich przesadnie minimalistycznych wnętrz, bo są jakby bez duszy. Lubię, wchodząc do pokoju, wiedzieć od razu, kto tam mieszka.


Dzisiaj znowu prezentuję się Wam w zestawieniu black and white oraz w skórzanej spódnicy odziedziczonej po mamie. Dobrałam do niej włochaty sweter, który super sprawdza się w chłodniejsze dni. Jest jednak obszerny i przez to dodaje kilogramów oraz centymetrów w ramionach. Żeby nie męczyć Was po raz kolejny długimi, zamszowymi kozakami, postawiłam na botki na obcasie. Koniecznie muszę je wymienić na nowszy model, bo już ledwo zipią, ale są tak wygodne, że żal mi się z nimi rozstawać. Na ramiona zarzuciłam jeden z lepszych płaszczyków, jakie posiadam. Bardzo podoba mi się jego krój oraz to, że przez wzorki nie jest nudny.
 





płaszcz - second hand
sweter - @
spódnica - vintage
buty - second hand
torebka - second hand 
 

Pozdrawiam serdecznie Kochani!

12:26

Pomysły na mikołajkowe prezenty do 50zł.

Pomysły na mikołajkowe prezenty do 50zł.

Hej Kochani!
Nad dzisiejszym wpisem pracuję już od około tygodnia. Najpierw na Instagramie zadałam Wam pytanie, czy w ogóle jesteście zainteresowani tego typu postem. Odzew był pozytywny, więc przychodzę do Was z masą prezentowych inspiracji. Przede wszystkim ustaliłam sobie pewien zakres cenowy - 50zł. Może jestem naiwna, ale wychodzę z założenia, że drogie prezenty nie są potrzebne. Można kupić coś drobniejszego, tańszego, ale dopasowanego do osoby, którą chcemy obdarować. I to jest dla mnie najlepsze w tym wszystkim, że myślimy o drugiej stronie, że chcemy sprawdzić jej przyjemność, a nie popisać się zawartością portfela.
Przyznam szczerze, że dominują prezenty dla Pań, bo jakby nie patrzeć blogi stanowią w sezonie świątecznym dużą inspirację dla Panów. Chcę więc przyjść z pomocą dla nich.


Super prezentem mikołajkowym są babeczki do kąpieli. Wyglądają uroczo, a przy tym są praktycznym prezentem. U mnie taki podarek wywołałby z pewnością uśmiech, bo uwielbiam wszelkie umilacze do kąpieli.
Koszt takich babeczek wynosi około 30-40zł.


Zestawy prezentowe sprawdzą się zarówno dla Pań jak i dla Panów. W drogeriach znajdziemy masę różnych opcji. Polecam wybrać się chociażby do Rossmanna czy do Auchan. Myślę, że warto wstrzymać się jednak z zakupem do 24 listopada, bowiem wtedy kupicie takie zestawy na promocji 1+1 i być może zrobicie od razu prezent mamie i tacie.


Case na telefon to również super pomysł na prezent. Większość osób stroi swoje komórki w przeróżne etui, dlatego sądzę, że ten pomysł przypadnie Wam do gustu. Sporo super opcji znajdziecie na etuo i właśnie powyższe dwa modele pochodzą z tego sklepu internetowego.


Myślę, że prezent świąteczny może nieść za sobą więcej dobrego niż przypuszczacie. Co roku w Rossmannie można zakupić misie, które pomagają fundacji TVN nie jesteś sam w zbieraniu pieniędzy. Misie są absolutnie urocze, więc spodobają się i starszym i młodszym, a przy okazji pomagają :)


Super prezentową opcją są także kosmetyki kolorowe do makijażu i sama polecam Wam paletki I heart chocolate. Sama mam jedną i uwielbiam ją za uniwersalne kolory, za pigmentację, za trwałość i za sam wygląd. Poza tym wyposażone są w lusterko. Z tego co pamiętam, kupicie je za coś około 40zł.


Książki czy płyty zawsze będą dobrym pomysłem. Wystarczy je po prostu dopasować do konkretnej osoby. Panowie z pewnością nie pogardzą dobrym kryminałem czy rockową płytą. Panie natomiast z chęcią zagłębią się w dobry poradnik, czy też posłuchają po raz kolejny głosu Eda Sheerana.


Nie ma to jak praktyczne prezenty, dlatego nie może na tej liście zabraknąć kubków termicznych czy kapci. Kubki, jak i kapcie to rzeczy sprawdzą się zarówno jako prezent dla pań, jak i dla panów. Teraz na rynku znajdziemy całą masę wzorów, więc z pewnością każdy znajdzie coś odpowiedniego. Mnie bardzo podobają się kubki z jakimś śmiesznym napisem i kapcie ze znaczkiem Supermana.


Polecam Wam także zainwestować w tradycyjne gry, które super zintegrują znajomych jak i rodzinę, a poza tym odciągną Was od komputera. Polecam Wam Jengę, czy nawet starego jak świat Chińczyka. Uwierzcie, że przy takiej grze spokojnie minie nam chłodne popołudnie.



Fajne są też gadżety dla Pań, jak słynna szczotka TT, czy też opaska na włosy. Oczywiście znajdziemy też coś dla Panów, np. akcesoria do pielęgnacji brody. No bo czemu nie?


Zimą nie może zabraknąć pysznej kawy czy herbaty. I nie takiej zwykłej, jakiej w sklepach na pełno. Polecam Wam wybrać się do sklepu Czas na herbatę, czy przejrzeć asortyment sklepu Cup and you. Sama znalazłam tak kilka super smaków, a poza tym kalendarze adwentowe.
 
 Polecam Wam też typowo świąteczne akcesoria, jak np. skarpety czy nawet dekoracje do domu. Nie znam chyba kobiety, która przyszłaby obojętnie obok tak uroczych drobiazgów. Poza tym skarpetki są bardzo praktycznym prezentem i nie rozumiem, czemu tak dużo osób uważa je za koszmarny prezent. Różne świąteczne dekoracje znajdziecie w Home and You, Pepco, czy w Kiku. Jeśli wybierzemy coś gustownego i pasującego do wnętrza obdarowanej osoby, to z pewnością wywołamy u niej uśmiech.

 Świetną rzeczą są również szaliki, czapki, rękawiczki, czy nauszniki. Sprawdzą się u pań i u panów (no może poza nausznikami). Zwróćcie na nie uwagę, kiedy będziecie przechadzać się po sklepach. Spróbujcie również dobrać coś, co będzie pasowało do innych rzeczy.


Ciąg dalszy świątecznych cudowności. Poszewka na poduszki czy termofor, co u mnie wywołałoby radość. Uwielbiam piękne poszewki i najchętniej wymieniałabym je co chwilę, bo stanowią super dekorację i dodają takiej przytulności. Termofor to z kolej super gadżet na zimne miesiące.


Nie mogło zabraknąć również kubeczków, czyli kolejnej rzeczy dobrej zarówno dla niej, jak i dla niego. Polecam Wam przejrzeć internet i poszukać osób, które samodzielnie wykonują takie cuda. Może uda Wam się zlecić wykonanie własnego projektu. Mnie spodobały się prace Muki design.


Godny uwagi jest też także pendrive, bo jakby nie patrzeć, jest to całkiem potrzebna rzecz, szczególnie, gdy jest się np. studentem. Sądzę jednak, że te zwykłe są mało ciekawe, dlatego polecam Wam poszukać jakiś ciekawych kształtów, jak korek od wina czy koalę.



 No i na koniec kilka innych drobiazgów, jak np. pyszne wino, które potem można wypić we dwoje, zestaw wosków czy też świeca yankee candle, słodycze i sama polecam Wam kalendarze adwentowe, np. ten z milki, czy dowolny inni, no i ramka na zdjęcia z Waszym wspólnym zdjęciem.


To wszystko Kochani! Nie udało mi się wprawdzie przedstawić Wam 50 pomysłów, ale myślę, że i tak jest ich sporo i na spokojnie każdy znajdzie coś odpowiedniego. 

Pozdrawiam serdecznie!
Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger