26 maja 2017


Hej!
Dzisiejszy wpis jest dla mnie wyjątkowy, bo... przedstawiam Wam moją mamę :) Jeśli ktoś zapytałby mnie o wzór do naśladowania, to z pewnością podałabym w odpowiedzi moją Muti :)
Być może w tym wpisie powinnam pisać, że mama od dziecka uczyła mnie stylu, dobrego ubioru, pielęgnacji, czy tego typu głupot. Tak jednak nie było.


Mama nauczyła mnie, że trzeba być silnym, bo życie potrafi dać w kość. W chwilach zwątpienia mama zawsze mówiła mi, że trzeba mieć nadzieję, że wszystko wyjdzie na dobre. No i mam nadzieję :) Muti naprawdę potrafi zarazić pozytywnym nastawieniem. Pokazała mi też, że ważniejsza niż cokolwiek inne jest rodzina. Mamy siebie, więc ze wszystkim damy sobie radę.


Mama nauczyła mnie też zaradności. Podstawa to nie polegać na innych, tylko na sobie. Muszę umieć sobie radzić sama. I wiecie co? To się sprawdza. Moja mama to silna i samodzielna babka, która ma moc za 100 innych. Też chcę kiedyś taka być. 


Pozdrawiam serdecznie!

23 maja 2017


Hej! 
Dzisiaj prezentuję Wam kosmetyków, które nie zapisały się w mojej pamięci w sposób pozytywny. Niestety w 100% zasługują one na miano bubli. 


Krem Mixa przeciw niedoskonałościom - niestety po nałożeniu go miałam twarz pomarańczową jak marchewka. Myślałam, że ten efekt zniknie, ale niestety... Próbowałam rozjaśnić go za pomocą innego podkładu. I znowu pudło. Pozostało mi tylko zmyć krem i więcej do niego nie wrócić. Miałam potem jeszcze dwa podejścia do niego, ale za każdym razem dawały ten sam efekt. Czy nawilża i matuje? Nie wiem. Mogę natomiast stwierdzić, że kupując go, wyrzuciłam pieniądze w błoto. 


Kilka produktów do oczu... Odżywka do rzęs niestety nie spełniła swojego zadania. Ani nie pogrubiła, ani nie wydłużyła, ani nie wzmocniła. Po dłuższym, regularnym stosowaniu stwierdziłam, że to bez sensu i do wieczornej pielęgnacji wprowadziłam na nowo olejek rycynowy.
Eyeliner z My secret niestety krótko utrzymuje się na powiece. Trzeba też nałożyć kilka warstw, żeby było widać jego kolor. Poza tym szybko zasechł. Szkoda.
Cień z wet'n'wild miał być moją tajną bronią na imprezy. Myślałam, że to zwykły cień z drobinkami brokatu, a okazało się, że jest to jakaś żelowa substancja z brokatem, która ciężko się nakłada, brzydko wygląda i z trudem można się jej pozbyć.


Balsam do ust z Bielendy miał mi pomóc doprowadzić je do normalnego stanu, kiedy pękały jak szalone, ale niestety tego nie zrobił. Powiedziałabym, że to zwykły błyszczyk udający balsam.
Szminka z Essence to kolejna porażka. Nie barwi ładnie ust i po chwili znika. Poza tym nie pasuje mi jej konsystencja.
No i szminka z Bell. W zasadzie mogłabym zrobić tutaj kopiuj, wklej, bo nie trzyma się na ustach i ciężko ładnie je pokryć, aby było widać, że coś mamy na ustach.


I na koniec korektor z Bell. Na początku wywarł na mnie dobre wrażenie, a potem zaczęłam uważniej mu się przyglądać. Niestety słabo sobie radzi z niedoskonałościami, czy sińcami. Myślałam, że sprawdzi się jako baza pod cienie, ale tu również zaliczył klapę. Efekt nie jest w żadnym razie trwały. No i brzydko wygląda na buzi. Nie polecam.

To wszystko. Jakie Wy macie odczucia związane z tymi kosmetykami? 

Pozdrawiam serdecznie!

21 maja 2017


Hej!
Dzisiaj prezentuje Wam moje zestawienie z Meet Beauty. Nie miałam wizytówek, więc postawiłam na koszulę z moim znakiem charakterystycznym. Sama impreza nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Niestety ale tego typu spędy są raczej dobre dla osób, które jadą już z jakimś towarzystwem. Ja czułam się tam raczej przytłoczona wszystkim i nieco rozczarowana, bo myślałam, że Meet Beauty służy także jakiejś integracji :)







koszula - no name
spodnie - New Yorker
torbka - no name
buty - CCC


Pozdrawiam serdecznie!

19 maja 2017






Dzień dobry!
Dobra passa dotycząca zdjęć i wpisów cały czas trwa. Jutro wybieram się na Meet Beauty, więc pewnie jeszcze w tym tygodniu przedstawię Wam krótką relację na ten temat :) Liczę, że zabawa będzie udana.


W zimę na My Story pokazywałam lump haul, w którym gościła ta oto bluzeczka. Nazwałam ją brzydactwem, bo w sumie odbiega nieco od standardowych fasonów/kolorów/wzorów. Ostatnio mój wzrok przykuwają tylko tego typu egzemplarze :)


Bluzeczka spodobała mi się niesamowicie, bo ma taki ładny, wesoły wzorek, no i krój. Te rozcięcia na rękawach są po prostu świetne. Sprawdza się też świetnie jej lekki materiał.


Znowu prezentuje Wam zestawienie oparte w zasadzie tylko na ubraniach z second handu (wyjątkiem jest torebka). Cieszę się, że ten mój pomysł przypadł Wam do gustu. Otrzymałam sporo ciepłych słów na temat ostatniego zestawienia i tego, że nie wstydzę się kupować w lumpach, dlatego zamierzam jak najczęściej prezentować Wam stroje "z drugiej ręki".




torebka - KIK
okulary - Sinsay
reszta - second hand
 

Pozdrawiam serdecznie! Liczę, że z niektórymi uda mi się jutro spotkać :)

17 maja 2017






Hej!
Wiosna przyszła do nas ze sporym spóźnieniem, ale najważniejsze, że w końcu dotarła. W ekspresowym tempie nadrabiam te chłodne tygodnie. Lody popijam mrożoną latte, kupuję na przemian balerinki, espadryle i koturny i wyciągam z czeluści szafy moje ostatnie lumpeksowe zdobycze.


Przez długi czas nosiłam się z zamiarem stworzenia całej serii stylizacji stworzonych głównie z ubrań złapanych w second handzie. Dzisiaj w końcu mi się to udało. Wszystko (oprócz torebki) to właśnie lumpeksowe zdobycze z tej zimy. Spódnica spodobała mi się od razu. Ma taki piękny kolor i kojarzy mi się z taką romantyczną duszą.


Myślę, że kamizelka dodaje fajnego smaczku całości, bo sama w sobie nie kojarzy się z lekkością, czy romantyzmem, a jakoś idealnie mi tutaj pasuje. A jak Wy myślicie?

 



spódnica, bluzka, kamizelka, buty - second hand
torebka, okulary - Sinsay 
 

Pozdrawiam serdecznie i do kolejnego wpisu!
 
© 2012. Design by Main-Blogger - Blogger Template and Blogging Stuff